anya-nea blog

Twój nowy blog

„So far away from my home
Will those stars return?

Home is what I need in you
Salvation in dreams.”

[Żyję i mam się dobrze. Matura za mną, teraz czekam tylko na wyniki. Mam wakacje, jest czas na nadrobienie zaległości książkowych i filmowych, a nawet muzycznych.]

Czekam. Nie mam pojęcia, czy o tym wiesz, czy nie, ale czekam.
I będę czekać nadal, bo wreszcie jest na co.
A czy się doczekam, czy nie, to inna kwestia.
Na razie wystarczy mi to, co już mam.
Mam nadzieję.
A w moim przypadku to dużo.

//breaking benjamin – polyamorous [_2:58_]

Dawno mnie tu nie było, oj, dawno>_< aż wstyd! Ale że zbliża się koniec roku, chyba nadszedł czas na małe podsumowanie tego co dobre i złe, nie? Czyli czas na wielki comeback xD. A więc, hmm… tak, żyję… matura próbna poszła zaskakująco dobrze, w innych dziedzinach życie też mi się układa, jest pięknie, cudownie i nie mam powodów do narzekań xD. Ale że miało być podsumowanie, to trochę posmęcę:P.
A więc po pierwsze, przez całe życie nie nastresowałam się tyle, co w tym roku, ani się tyle nie zbłaźniłam. Patrząc parę miesięcy wstecz widzę, jak wiele błędów popełniłam… ale co tam, błądzić rzeczą ludzką, każdy kiedyś musi się na tych błędach czegoś nauczyć. Ja nauczyłam się, że zasada ‚co ma być, to będzie’ na dłuższą metę się sprawdza, ale czasem trzeba jej pomóc;).
Co poza tym? W sumie cały ten rok był jakiś… hmm… po prostu dużo rzeczy się wydarzyło, wiele się zmieniło. Nie chce mi się wymieniać, co konkretnie.
Zastanawiałam się poważnie, czy nie usunąć tego bloga, ale zdecydowałam się jednak tego nie robić. Nie zabezpieczę go też hasłem, co również planowałam zrobić, bo nie dam satysfakcji pewnej słodkiej osóbce, w której interesie chyba leży, żebym nic tu już nie pisała==’.
Będę zła i będę pisać. O. Żeby nie było, że nie ostrzegałam xD. Tak więc, tylko archiwum zostało ‚zahasłowane’. Jeżeli ktoś bardzo chce się do niego dostać, proszę się odezwać na tlenie bądź gg. W sumie wychodzi na to, jakbym zaczynała pisać bloga praktycznie od początku, nie?
No i jak to wiadomo powszechnie, święta były. Sylwester się zbliża. Mam sześć niedokończonych rysunków i DF do pisania>_<. Prawda jest taka, że nie wiem, o czym na tym blogu mogę pisać. Przemyślenia to najwyraźniej nie to, zbyt przyziemnych spraw też opisywać nie chcę. Macie jakiś pomysł, jakieś życzenia? Chętnie wysłucham.
Kupiłam sobie słuchawki i nareszcie mogę po ludzku słuchać muzyki. Aha, i czekam, aż przyjdzie moje Kingdom Hearts na GBA – nie samym Golden Sun człowiek żyje xD.
Życzę Wam wszystkim szczęśliwego Nowego Roku, spóźnione nieco ‚wesołych Świąt’ i spełnienia marzeń. Ale tylko tych mądrych, bo w starożytnym Rzymie podobno najgorszym przekleństwem było powiedzieć komuś ‚bodaj by ci się wszystkie marzenia spełniły!’ xD.
Może niedługo wyprodukuję jakąś pseudo-mądrą notkę bądź kiczowaty tekst… czekajcie cierpliwie:).

Responsibility

6 komentarzy

//evanescence – ‚lithium’ [_3:44_]

Czym kiedyś była miłość?
Słowem bez żadnych znaczeń,
Gestem, dotykiem, spojrzeniem,
Bo jak być mogło inaczej?

Ta pierwsza i niedojrzała,
Zbyt młoda może i czysta,
W swych uniesieniach tak śmiała,
Choć czasem zbyt oczywista.

Za ruchem wskazówek zegara
Wzrok jej niespiesznie podąża,
Zapachy, wzruszenia rozsiewa,
Lecz zbierać owoców nie zdąża.

Bo brak jej tego, co miłość
W uczucie wieczne przemienia
Więc serce młode ta czystość
Sprowadza do łez i cierpienia.

Kolejna – miłość rozumna,
Jak wiele by uczuć nie było,
O jeden element bogatsza -
Odpowiedzialność za miłość.

Odpowiedzialność za słowa,
Nawet i te bez znaczenia,
Za każdy gest, każdy dotyk,
Za wszystkie wymowne spojrzenia.

Za ruch wskazówek zegara,
Za zapach i rzewne wzruszenia,
Za siebie w końcu nawzajem,
Za myśl i sposób myślenia.

Odpowiedzialność za miłość -
Zależy, jak ją widzimy,
Lecz widzieć i czuć nie wystarczy -
Należy ubrać ją w czyny!

The World

2 komentarzy

//nightwish – ‚ghost love score’ [_9:17_]

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.”

Wszystko przetrzyma.

Pamiętacie jak kiedyś mówiłam, że nigdy nie będę pisać wierszy?
Zapewne wielu z Was pamięta XD.
W każdym bądź razie, napisałam. I to nie jeden, a dwa, o.
Poniżej pierwszy. Możecie sobie poczytać;).

„Świat”

Dla świata pozornie nikim,
Tylko człowiekiem kolejnym,
Na pozór do innych podobnym,
Lecz tak od innych odmiennym.

Kimś, kto potrafi dać szczęście,
Kto gdy upadnę – pomoże,
Cudowną mocą i siłą,
Siłą miłości – być może?

Kimś, kto rozwieje wątpliwość,
Kto poda rękę w cierpieniu,
Kto łzy obetrze goryczy,
Wysłucha w ciszy, skupieniu.

Dla świata możesz być nikim,
Dla ludzi możesz być bratem,
Lecz to nieważne, bo dla mnie
Stałeś się już całym światem.

Acidland

5 komentarzy

Nie słucham Myslovitz… ale to cuś zasługuje na uwagę.

„Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma – nawet Ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Ten kraj jest jak psychodeliczny lot
Czujesz, że nie zmienisz nic
Spróbuj wziąć z tego coś
To przecież Twoje życie jest
Popełniaj błędy i naprawiaj je
Gdy dotkniesz dna odbijaj się
Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Odetchnij więc, zastanów się
Znajdź jego sens, bierz życie takim jakie jest
I ciągle szarp, i zmieniaj je
Przed siebie idź, bierz życie takim jakie jest
I zmieniaj je, i ciągle walcz, przed siebie idź…

Chyba powinnam zacząć.

Nie

8 komentarzy

//a perfect circle – imagine [4:48]

Nie jestem człowiekiem mądrym.
Nie jestem człowiekiem pięknym.
Nie jestem człowiekiem idealnym.
Nie jestem człowiekiem inteligentnym.

Jestem człowiekiem, który po prostu często ma w życiu szczęście;).

//radiohead – sunday bloody sunday cover [_3:49_]

Ach, cóż to był za konwent… ale może po kolei, cobym nie opuściła żadnego istotnego faktu XD.
Dniem nadzwyczaj interesującym był dzień popzedzający konwent – piątek. Pominę fakt, że w nocy z czwartku na piątek siedziałam u baci Anami i oglądałam z nimi Bleach’a, także wróciłam do domu nieprzytomna_^_. Po powrocie do domu przemalowałam rękawiczkę (co było moim największym błędem_^_) i przespałam się jakieś dwie godziny. Potem szybkie zakupy z Myą, Sebonem i Topką, która nawrzeszczała na mnie, że kupuję miętowe czekoladki – ha! Smaczne były:P.
Anyways, potem wpadła Mya i zaczęłyśmy malować nasze maski Hollowów z masy papierowej. I kur@*&$*# normalnie myślałam, że mnie cholera weźmie – maska Myi pękła na samym środku po godzinie pieczołowitego malowania, a moja do dzisiaj (!!!) nie wyschła, więc logiczne chyba, że na konwent jej nie wzięłam. Ale co tam, na Asu będzie jak znalazł:D.
Oczywiście spać się w nocy przez stres nie dało, ale co tam XD. Rano na pociąg zdążyliśmy, a to chyba najważniejsze;). Droga minęła nam szybko, na miejscu spotkaliśmy Kapera(:*) i Dajmosa (:*) i jeszcze jakiegoś towarzysza, którego ksywki nie pamiętam XD. Na konwent dotarliśmy jakąś godzinę później tylko po to, żeby zobaczyć kilometrową kolejkę przy wejściu XD. Ale co tam, nie takie rzeczy się przechodziło – szturmem zdobyliśmy drzwi i po jakże bolesnym (auć) przypięciu identyfikatora Anya była gotowa do podboju:D.
Nie będę opisywać wszystkiego po kolei, powiem tylko tak – było zajebiście, pomimo że lokal gorszy IMO od tego Asuconowego, to towarzystwo przeszło moje najśmielsze oczekiwania – poza moją grupką zacieśniła się jakże wzruszająca (yaoicowata XD) więź między mną i niejaką Mafią w składzie: Izanami, Scarlet, Aya, Riwethiel i Wolsik. Kocham Was kobity!:* Dość powiedzieć tylko, że na schodach prowadzących na pierwsze piętro urządziłyśmy sobie o pierwszej w nocy panel yaoi XD.
Ach, no i jak mogłam zapomnieć – po piętrach ganiał sobie młodzieniec w jakże uroczym stroju Ichigo<3. Kiedy wyściskałam go pierwszy raz trochę się zdziwił, ale potem chyba się przyzwyczaił:P. Tak między nami to nawet nie pamiętam, jaką miał ksywkę – niemniej jednak był absolutnie uroczy:D.
Czego się nauczyłam na tym konwencie? XD Po kolei:
1. Nie kupujcie Sebonowi klipsów, bo zgubi.
2. Nie zostawiajcie Kapera samego z pluszowym Ichigo, bo będzie usiłował oderwać mu głowę.
3. Nie bierzcie cukierków od Obcych XD.
4. Nie przywłaszczajcie sobie cudzych śpiworów:P.
5. Na cosplay & karaoke w tak małej sali gimnastycznej ubierajcie się jak na plażę.
5,5. W dłoni obowiązkowy plan konwentu – dobrze się nim zachlowało:P.
6. Kurosaki Ichigo od 15 lat naprawia pralki.
7. Orochimaru lubi Tequilę.
8. 35% ankietowanych nie podobają się dready prowadzącego.
9. Opłaca się targować na stoiskach XD.
10. „Kafelki” Byakuyi w wykonaniu Izanami wyglądają jak, cytuję, ‚zgięta na pół kartka papieru przypięta do włosów’:P.
11. Schody są zimne.
12. Okna z wystającymi gwoździami są niebezpieczne.
13. Kabuto był pokemonem.
14. Kalmarki rządzą światem.
15. Łazienki w szkole śmierdzą.
16. (zrozumiałe dla wybranych) Jeżeli jeden facet m zdjęcie w mieszkaniu drugiego, cos w tym musi byc.
17. Nie umiem rysować XD.
18. Mężczyzna MOŻE być w ciąży:P.
19. Tysiąc Siewe, Wirująca Strefa (?) i Brzask są źli XD.
20. DDR wyżera mózgi i energię życiową, a za jego pomocą Bounto (zmutowane żelki:P) chcą zawłądnąć na światem.
I długoby tu wymieniać inne niesamowite przeżycia, olśnienia i chwile wzruszeń, ale jesem zmęczona i ocy same mi się zamykają_^_. Może wkrótce zamieszczę jakieś zdjęcia, ale nie obiecuję – żadnych nie robiłam, bo moja kochana siostrunia Topcia zniknęła z aparatem w mrocznych czeluściach szkoły, w której organizowany był konwent:D.
Do wszystkich, którzy byli ze mną na Doji – dziękuję. To tylko dzięki Wam ten konwent był tak cudowny:*.
Kocham Was!!!!;****

Jedno z wielu haseł przewodnich panelu yaoi-na-schodach: „kÓrde, kÓrosaki!” XD

A oto mój obiecany sen:). Przyśnił mi się wieeeki temu, ale pomyslałam sobie, że jest nawet ciekawy XD i może komuś się spodoba:). Tak więc zapraszam do czytania:).

„Komnata Światła”

Od początku wiedziałam, że jest inny. Wydawał mi się dziwny od momentu, kiedy pierwszy raz ujrzałam te zimne mury, zlewające się z mlecznobiałym niebem w dość niepokojący sposób. Wiedziałam, że nie będę się tu czuła bezpieczna. Z drugiej strony też wiedziałam, że od teraz to będzie mój dom.
Od początku sprzeciwiałam się przeprowadzce. Nie chciałam tego, bałam się nowych miejsc, nowych ludzi. Zmieniając miejsce zamieszkania, zmieniałam przyszłość. I zrywałam z przeszłością. Ktoś może powiedzieć – urwane kontakty to nie koniec świata. Ludzie na zawsze pozostają z nami. Ale tak naprawdę już wtedy w to nie wierzyłam. Nie dane mi było jednak przekonać się, czy była to prawda, czy tylko moje pesymistyczne wyobrażenia. Z jakiegoś powodu czułam, że jeśli jeszcze wszyscy o mnie nie zapomnieli, to wkrótce zapomną.
Rozpoczynałam nowe życie.
Moja walizka była zdecydowanie za ciężka. Nie podobał mi się sposób, w jaki wrzynała się w moją dłoń. Ciężka, bo były w niej wszystkie moje osobiste rzeczy, wszystkie pamiątki z przeszłości, które postanowiłam zatrzymać. I choć nie było ich wiele, to chociaż jeszcze przez jakiś czas chciałam o tej nie zawsze szczęśliwej przeszłości pamiętać.
W końcu mówi się, że człowiek uczy się na własnych błędach.
Ostrożnie weszłam do budynku. Nawet przy najmniejszym kroku podłoga skrzypiała niemiłosiernie. Ściany pokrywały brudne plamy, pomimo tego, iż niedawno były odnawiane. Wszystko spowijały kłęby kurzu. Zdziwiło mnie, że rodzice nie wpadli na pomysł, aby posprzątać tu, zanim się wprowadzimy.
Słońce wpadało przez wielkie okna salonu i oświetlało przeciwległą ścianę. Wydała mi się dziwna od pierwszego spojrzenia, ale nie potrafiłam powiedzieć, co było nie tak. Natomiast po bliższych oględzinach domu bardziej zainteresował mnie fakt, iż żadne z licznych schodów i przejść nie prowadziło na strych. Z zewnątrz nie było widać, aby miał też jakiekolwiek okna.
No i tajemniczy pokój w samym centrum domu, zamknięty na cztery zamki. Przez piętnaście minut razem z tatą próbowałam go otworzyć, ale w kocu zrezygnowaliśmy.
Wieczorem, zaraz po zachodzie słońca, znowu przechodziłam obok wielkiego pokoju. Poczułam wtedy cos dziwnego. Takie nagłe uczucie, nakazujące mi podejść do tych drzwi i dotknąć ich, poczuć pod palcami chłodną fakturę metalu, z którego były zrobione… jakież było moje zdziwienie, kiedy pod lekkim muśnięciem palców drzwi ustąpiły…
Weszłam do środka, nie wierząc własnym oczom. Nigdy wcześniej nie widziałam nic takiego. To… to było niesamowite. Pokój był naprawdę ogromny, o wiele większy, niż wydawał się z zewnątrz. Ściany były śnieżnobiałe, nie naznaczone wyraźnie przez upływ czasu. Jednak pnące się od sufitu do samej podłogi okrężne półki z pewnością świadczyły o dość potężnej wiekowości tego pomieszczenia.
Przez długą chwilę bałam się w ogóle poruszyć, tak zaszokowana byłam tym widokiem. Mianowicie każdą z półek po brzegi wypełniały przeróżne figurki, mniejsze lub większe, jednak wszystkie niesamowicie realistyczne… powiedziałabym nawet, że niepokojąco realistyczne.
Podeszłam do najbliższej półki. Pomimo nikłego na pozór światła bijącego z jednego tylko żyrandola mogłam idealnie przyjrzeć się jednaj z figurek, stojącej najbliżej. Przedstawiała małego, czarnego kota z białymi plamkami na łapkach. Już, już miałam wziąć go do ręki, aby lepiej się mu przyjrzeć, kiedy zauważyłam tabliczkę z odręcznym pismem:

„Ty, który z wyboru tu wchodzisz,
pomiędzy wiekami nieudolnie brodzisz,
wiedz, że ta komnata, w której się znajdujesz,
nie jest miejscem zwykłym, i wnet to poczujesz…
Jak dzieje najstarsze na regałach starych
Historia świata tego zapisana z wiary
I nadziei zrodzona, tutaj zapisana
W żaden nigdy sposób być nie może zmieniana.
Zmieniamy historię przestawiając dzieje,
Co widoczne będzie kiedy tylko dnieje.
Jedna mała zmiana zmienić wszystko może,
Dlatego też ostrzegam, nic już nie pomoże.
Raz historia zmieniona może już nie wrócić,
Nadzieję wtedy wszystkim przyjdzie wam porzucić.
Ostrzegam raz ostatni – zmiany nieprzemyślane
Mile w Komnacie Światła nie są przewidziane.
Zmieniając bowiem historię, sami się zmieniamy,
Wpływu mieć nie powinniśmy i nie mamy
Na jej żadne zapisy jako ludzie zwykli
Do historii nauki biernie już przywykli.
Niedoświadczenie prowadzi do zachowań zgubnych,
Odpowiedzi tu nie ma na szereg pytań trudnych.
Jeśliście wiedzy nie posiedli tajemnej,
Odejdźcie stąd czym prędzej – im robi się ciemniej
Tym na mocy zyskuje zaklęcie wiążące
Wydarzenia wszystkie po sobie następujące.
Układ figur zmieniając, zmieniasz historię świata,
Tragiczne to w skutkach być może, ostrzegam więc jak brata
Odejdź stąd czym prędzej lub nie ruszaj niczego
Co by się do zniszczenia przyczynić mogło ogromnego.”

Zamarłam. Oto w jednym pokoju zapisane były losy całego świata. Ostrzeżenie napisane było w tak przekonujący sposób, iż wbrew samej sobie uwierzyłam w te słowa. Podeszłam do innych półek i zaczęłam je z uwagą oglądać.
Wiele z figur przedstawiało żołnierzy, wojaków i wojska, jeszcze inne maszyny, zwierzęta, ludzi. Za jednej z górnych półek udało mi się nawet odnaleźć samą siebie… trzymająca w dłoni kulę przykrytą białym prześcieradłem. Wolno i miarowo spływały z niego krople krwi. Kiedy zamrugałam oczami, krople znikły. Zapewne były to tylko refleksy późno wieczornego światła.
Nagle usłyszałam jakiś tępy huk. Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam siostrę, pochylającą się nad figurką czarnego kotka. Ku mojemu przerażeniu, leżała na ziemi.
Podbiegłam do niej szybko, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Wskazałam tylko palcem na ostrzeżenie. Siostra wyśmiała mnie i wyszła.
Nie wiedziałam, co robić. Postanowiłam powoli zejść do salonu, na każdym kroku szukając oznak czegoś niezwykłego. Kiedy dotarłam do dziwnej, salonowej ściany, nie byłam w stanie postąpić ani kroku naprzód.
Ściana zdawała się falować. Nie, nie falowała. Ona m ó w i ł a. Nie, nie, zaraz, ściany nie mogą mówić. Tylko mi się zdawało. Ale słyszałam wyraźnie: „Nigdy… nigdy więcej…”
Ona płakała. Płakała cicho i rzewnie, ale ja to słyszałam, widziałam jej łzy. Dotknęłam jej ostrożnie. Po szarawej powierzchni spływała krew.
Odskoczyłam przerażona. Krew… to była krew, ludzka krew…
Kiedy odzyskałam czucie w nogach, pobiegłam czym prędzej do Komnaty Światła. Kot nadal leżał na posadzce. Szybko, a zarazem delikatnie położyłam go na miejscu. Krew w salonie znikła.
Odetchnęłam z ulgą. Ostrzeżenie było prawdziwe. Po powrocie do komnaty postanowiłam bardzo uważać na to, co robię.
Nie udało się.
Odwracając się, popchnęłam jedna z figurek. Kątem oka, zanim się rozbiła, zdążyłam zauważyć, co przedstawia. Czarny kruk. Kwestia zaledwie paru sekund – zostały z niego tylko kawałki.
Nogi same mnie poniosły. Wybiegłam z komnaty, biegnąc przed siebie, nie wiedząc za bardzo, co się ze mną dzieje. Zanim się obejrzałam, znalazłam się na podwórzu, na niby-dziedzińcu. Pierwsze, co uderzyło mnie zaraz na wstępie, to ogromna dziura w dachu.
Stałam jak wryta, nie mogąc oderwać wzroku. Chmara czarnych kruków wyfrunęła ze strychu. Czarnych, ale przerażających. Na wpół przegniłych szkieletów z resztkami piór i porozdzieranym do krwi ciałem.
Zasłoniłam usta dłonią i po raz kolejny udałam się do Komnaty Światła. Jednak to, co tym razem tam ujrzałam sprawiło, że ugięły się pode mną kolana i padłam na posadzkę.
Wszystkie półki były połamane, figurki – połamane. Leżały na ziemi w jednym wielkim zbiorowisku dziejów. Wymieszane, rozbite, popękane. Niektóre nawet zakrwawione, a może znów mi się wydawało…?
Zauważyłam siebie, figurkę przedstawiającą mnie, trzymającą kulę owiniętą biała płachtą. Miałam tę figurkę przed oczami. Jedyną, która ocalała. Jedyną, która nie rozbiła się na kawałki. Znajdowała się teraz na wysokości mojej głowy.
Miała puste oczy. Po kuli istotnie spływała krew. Patrzyła na mnie, nie widząc mnie, ale czując moją obecność, zaczęła podnosić płachtę. Pod nią znajdowała się popękana kula ziemska, z której pęknięć spływały strużki krwi.
Otworzyła usta, aby coś powiedzieć. Nie zdążyła.
Krzyknęłam głośno, ona również, przeraźliwie i piskliwie. Wypuściła z rąk kulę. Roztrzaskała się na milion kawałków. Mój krzyk nie ustawał.
Obudziłam się.

//a perfect circle – ‚thirteenth step’ album

Jak już moja droga Sakura-san zauważyła, zmieniłam laya XD. Ten przystojny pan to oczywiście Zell z Final Fantasy VIII:P. Hehe, to już drugi lay z ‚ósemki’ na tym blogu:). Kocham tą grę… przeszłam ją chyba ze dwadzieścia razy i ciągle nie mam jej dość. Cudo, cudo, cudo. A ten layout jest taki… wakacyjny:). Potrzebny był jakiś pozytywny aspekt na tym blogu XD.
Anyways, ostatnio nic ciekawego się nie działo poza tym, że mam wreszcie Alexa w pokoju! XD dla niezorientowanych dodaję, że to mój laptop, który prawdopodobnie już w tym tygodniu zostanie podłączony do Internetu i wtedy nawet wojna światów mnie z pokoju nie wyciągnie;).
W te wakacje postanowiłam przeczytać duuuużo książek, nawet sobie zrobiłam listę, alejak to ja, zgubiłam ją na drugi dzień-_-’. Póki co, pracuję nad DF – powieścią, którą zaczęłam pisać 4 lata temu i nie mogę skończyć XD. Jest do niej więcej ilustracji, niż opisanych scen-_-’ i to mnie boli:P.
Co jeszcze mogę dodać? Żyje mi się fajnie, bezstresowo, ciekawie. Czyli jak zwykle:D.
Mam pomysł na kollejną notkę dla Was, ale muszę ją dopracować. Znalazłam opis swojego bardzo ciekawego snu, który przyśnił mi sie jakiś czas temu. Ciekawego… i trochę przerażającego, ale za to niesamowicie inspirującego!:D Muszę go tylko trochę wyedytować i poprawić błędy językowe-_-’. Czekajcie więc cierpliwie!:D

Leaves

9 komentarzy

//flunk – spring to kingdom come [_5:03_]

Ostatnio podczas przeglądania starego pamiętnika natrafiłam na wrzucone między kartki dwa zasuszone liście. Jeden, któego w ogóle nie kojarzę, i drugi, z którym wiąże się wiele wspomnień. Może najpierw opiszę ten pierwszy.
Kiedy został władowany między kartki zapewne był jeszcze świeży, bo jest zielony. Musiałam go więc znaleźć w okolicy wiosny lub lata. Wycięłam na nim lub wydrapałam (albo zrobił to ktoś inny) uśmiechniętą buźkę. Zapewne w tamtym momencie miał dla mnie duże znaczenie, a teraz nie moge sobie nawet przypomnieć z jakiej okazji umieściłam go w pamiętniku-_-’ w każdym bądź razie mimowolnie uśmiecham się patrząc na te dziurawe oczy i gębę, więc zapewne wiązą się z nim jakieś miłe wspomnienia:).
Drugi jest pożółkły, suchy i kruchy – jesienny. Pamiętam dokładnie dzień i okoliczności, w jakich zarąbałam go z parku – i tylko ja, bo osoba, która tam ze mną wtedy była, nawet tego nie zauważyła xD. Było to około września-października roku… 2004 o_O heh, jak ten czas leci… i pomyśleć, że był to jeden z najciekawszych dni w moim życiu… w każdym bądź razie pierwszy raz od dłuższego czasu czułam się naprawdę potrzebna.
Po co piszę notkę o jakichś listkach? Nie wiem. Może po prostu dlatego, że w jakiś sposób mnie zaintrygowały, bo obudziły wspomnienia, które do tej pory tkwiły ukryte gdzieś głęboko w mojej głowie. Zwłaszcza ten drugi liść, teoretycznie taki, jakich na jesieni wala się po parku tysiące i nawet nikomu ne chce się ich zagrabić. A dla mnie to liść szczególny, jedyny łącznik z przeszłością, który sobie pozostawiłam. Dlaczego jedyny? Bo nie lubię wracać do przeszłości. Zwłaszcza tej bolesnej. Chciałam jednak w jakiś sposób zachować wspomnienie o tym wspaniałym dniu, a bałam się opisywać go w pamiętniku – myślałam, że wtedy ‚czar pryśnie’ i okaże się, że to był po prostu kolejny ze zwykłych, jesiennych dni. A wcale tak nie było.
Jak to jednak w życiu bywa, nie wyciągnęłam z przebiegu tego dnia odpowiednich wniosków i popełniłam jeden z trzech największych błędów w moim życiu. Na szczęście, może ten uda się jeszcze jakoś naprawić.
Po dłuższym wpatrywaniu się w pożółkły listek uśmiechnęłam się. Mam wiele pięknych wspomnień. Postanowiłam zachować go jak najdłużej i ostrożnie schowałam z powrotem między kartki na wypadek, gdyby na zawsze miał pozostać tylko wspomnieniem.
A zielony liść? Jakbym się nie wysilała, nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego postanowiłam zatrzymać go w pamiętniku. Jego jednak również schowałam z powrotem. Może po paru latach, kiedy otworzę pamiętnik, przypomnę sobie, co oznaczała ta usmiechnięta paszcza;).
W każdym bądź razie, czasem miło wracać do wspomnień, mimo że ranią, bo człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że te szczęśliwe dni mogą już nie wrócić. Ja jednak liczę na to, że wrócą.
Zawsze liczyłam:).


  • RSS